Prosto z mostu

Nie każda zmiana jest dobra

Mam bardzo mieszane uczucia uzupełniając swój księgozbiór poprzez zakup w internecie książek, które były przedmiotem moich westchnień trzydzieści lat temu, nie do zdobycia normalną drogą w księgarniach, osiągających kosmiczne ceny w nielicznych wówczas antykwariatach. Dziś można je nabyć po 2-3 złote za sztukę. Trochę mi wstyd kupować za takie kwoty piękno i mądrość minionych epok. Żal też czasu spędzonego w księgarnianych kolejkach...

Wyjaśnienie dramatycznej deprecjacji wartości książek jest dość proste. Kiedyś ludzie czytali - a przynajmniej kupowali - dużo książek, państwowi na ogół wydawcy dużo zaś drukowali. To było inne „dużo” niż teraz: w czasach PRL książki ukazywały się w nakładach od 10 do 100 tysięcy egzemplarzy w jednym wydaniu. Dziś autor, który sprzeda 1 (jeden) tysiąc egzemplarzy swojego dzieła, uważa się za popularnego. Te setki tysięcy egzemplarzy Szekspira, Faulknera czy Prousta, nie mówiąc o milionach tomów Sienkiewicza, Gombrowicza i Wańkowicza, masowo trafiają z likwidowanych bibliotek i domowych księgozbiorów na rynek. Jednocześnie spada liczba osób czytających książki - jakiekolwiek, o ambitnych nie wspominając. Ekonomia popytu i podaży jest bezwzględna: ceny muszą maleć.

Dlaczego ludzie przestają czytać książki? Bo tracą ten nawyk. Wielkim smutkiem napełnił mnie niedawno ogłoszony „sukces” Ministerstwa Rozwoju, polegający na uruchomieniu w internecie wirtualnej biblioteki lektur dla uczniów szkół podstawowych i liceów. Koniec z koszmarem kompletowania przez rodziców książek, które nasze pociechy mają obowiązek przeczytać w nowym roku szkolnym! Uczeń sam wszystko znajdzie w sieci. Po co ma dźwigać papierzyska?

Internet jednak, w odróżnieniu od domowej czy szkolnej biblioteki, jest przebogaty w treści, hm, rozmaitej jakości. A drugie najważniejsze prawo ekonomii - obok prawa popytu i podaży - to prawo Kopernika: gorszy pieniądz wypiera lepszy. Nie warto nawet zadawać pytania, co wybierze młody człowiek na smartfonie: czytanie długaśnego tekstu literackiego czy obejrzenie wygłupów youtubera?

Cóż, mam nieodparte wrażenie, że jeden z najwspanialszych wynalazków ludzkości (jak pisał Umberto Eco), zbiór dwustronnie zadrukowanych kartek złączonych grzbietem o rozmiarach takich, że całość wygodnie mieści się w dłoni, czyli książka, odchodzi do lamusa. Konsekwencje tego zjawiska to nie temat na jeden felieton.

Życzę Państwu na Nowy Rok, żebym się w tych dywagacjach kompletnie mylił. A na Boże Narodzenie - wielu, wielu książek pod choinkę.

Maciej Białecki
Wspólnota Samorządowa
maciej@bialecki.net.pl